środa, 11 września 2019


lubię wrzesień
lubię jesień
lubię to co z sobą niesie
zapach liści
mgieł biel świtem
i wieczory pod kocykiem
książkę w dłoniach
ciepło kocie
brzozy w parku całe w złocie
i uczucie
że za chwilę
dni przygasną jak motyle...

nie, nie czuję
smutku w sobie
miejsce tej jesieni zrobię
posiedzimy
przy kominku
przy kawie lub dobrym winku
klucz żurawi
pożegnamy
pęk chryzantem nazrywamy
policzymy
głóg kasztany
i na zimę poczekamy...

am
Jest taka jedna krewka dziewczyna
ze wsi maleńkiej spod Świebodzina
żadna kuzynka ani rodzina
zwykła dziewczyna.

Parol zagięła na mnie doszczętnie
i raczy wiedzą tajemną chętnie
o tym co winnam a czego wcale
niczym w kabale.

Pisze mi rano: Pani Aneczko
śniło się mamie mej w nocy dziecko
to wróży smutki lub wuja w trumnie(!)
radzę rozumnie:

Pani powinna jeszcze dziś z rana
zarżnąć koguta albo barana
a w bramie domu postawić brata
niech czart precz zmiata!

Do tego pisze mi bez litości
że dziś wieczorem znów rzuci kości
że w tej intencji mam tydzień pościć
i żadnych gości!

Sprawdza gdzie byłam dokąd chodziłam
czy pod drabiną nie przechodziłam
i czy nie najdzie biegać ochota
czarnego kota.

Cykle rysuje i dni przelicza
w której jesteśmy fazie księżyca
i czy spać na wschód czy w stronę gór
wie! (boże mój...)

A religijna przy tym szalenie
półkę jej zdobią runów kamienie
a wśród nich klęczy Chrystus w koronie
i składa dłonie.

I ona dłonie swe załamuje:
Bo, pani Anno, nic nie pojmuje
wszak trzeba wierzyć w boga na niebie
lecz bardziej w siebie!

I tak co rano instrukcje nowe
kropla po kropli wrzuca mi w głowę
przez ramię splunąć, siąść przed podróżą
jest tego dużo.

Dziwię się pannie owej niezmiernie
że tak się stara pilnuje dzielnie.
Pomimo przestróg wciąż swoje robię
budząc w niej trwogę.
:D

Ps.
Doceniać trzeba anioła stróża
lecz gdy opieka jego zbyt duża
z ulgą blokuję z fb natręta
- nie jestem święta ;)

am
Na chwilę przed północą
pojawił się za szybą,
palcem w okno zastukał
- twarz miał jasną, szczęśliwą.

Wiesz - szepnął - tam na górze,
na wchód od Niedźwiedzicy,
siedzi z liczydłem skryba
i grzechy ludziom liczy.

Dodaje i przemnaża,
strasznie jest tym przejęty,
a pan Bóg w głos się śmieje
i klaszcze dla zachęty,

bo żart mu pysznie wyszedł
i skryba nie wie wcale,
że w każdym piórze w niebie
jest sympatyczny atrament!

Słuchaj więc - kończy przybysz -
liczydeł się nie lękaj
i co rano z ufnością
przed Nim w ciszy przyklękaj.

Puści w niepamięć błędy,
bo już w tym boża głowa,
by skryba swe rachunki
wszczynał i gubił od nowa.

Wstał, zgasił świecę i palcem
pióra świetliste wygładził
i poszedł o świcie w słońce,
łuk tęczy go poprowadził.

Czasem, gdy noc jest jasna
cień jego skrzydeł widzę.
Lżej mi wtedy na sercu.
I jakby mniej się wstydzę...

am
ja tak z tobą nie lubię....
krzyczeć aż wątek zgubię
spór toczyć o rzecz nieważną
i być aż nadto poważną
kłócić się przed podróżą
słów użyć co nie służą
i serce ścisną jak walec
choć nie chcę tego wcale

a wiesz co lubię z tobą?
wstać z łóżka lewą nogą
gdy jeszcze pachnę snami
i ciepłem między nami
wypić kawę o świcie
poczuć że smak ma życie
i szukać barw przedziwnych
na dnie twych oczu piwnych

am
księżyc dziś wschodzi inaczej
ktoś cicho za ścianą płacze
szloch jak melodia niczyja
w głowę boleśnie się wbija

i jest w nim jakaś trwoga
niemy krzyk wprost do Boga
choć nawet nie szeptany
cichym łkaniem składany

nie wiem czy płacz ten ma imię
może te skargi niczyje
ten szloch płynący przez ściany
właśnie tak jest wysłuchany?

kiedyś odważny ktoś zdoła
przyodziać skrzydła anioła
i płacz ten wtulić w ramiona
i cisza zadrży zdumiona...

am
ile tak czekać mogę...?
spoglądać z okna na drogę
już grudnie minęły i stycznie
i marzec zakwitł prześlicznie

jak długo można czekać...?
krami spłynęła rzeka
i krwawi krzew malinami
jak cisza pomiędzy nami

czy będę czekać wiecznie...?
wrzesień się zaczął wietrznie
i świta wciąż w większym chłodzie
i skrzypi furtka w ogrodzie

pusta przed domem ścieżka
w fotelu cień wierzby mieszka
i głucho tak że aż boli
i zima idzie powoli...

- - - - - -

kiedyś znów przyjdzie wiosna
taka dziecięca i prosta
sad w biel się zacznie oblekać
... i już nie będę czekać

am
nie mam żalu do nikogo
poszłam dalej inną drogą
już nie dręczę serca trwogą
i nie straszę cię pożogą

jeszcze tylko ta walizka
szal z Bułgarii z Grecji miska
księżyc zza firanki błyska
głupcom się przygląda z bliska

nie chce domknąć się szuflada
ktoś to wkrótce poukłada
już nie ja a inna ona
twoja chwila albo żona...

nie mam do nikogo żalu
wyjdę cicho w szarym szalu
w szarą mgłę spowita ścieżka
gdzieś tam ponoć szczęście mieszka...

am
wpadła mu dziś w oko
doprawdy głęboko
i mocno na tyle
że poczuł motyle

dotknęła źrenicy
rąbkiem swej spódnicy
i jej jest od teraz
choć wczoraj był niczyj

pływa niczym w łódce
w błękitnej tęczówce
szelmowskim uśmiechem
miesza mu wciąż w główce

tak się zdarza czasem
wiatr niewinnie zadmie
i ktoś komuś w oko
bezboleśnie wpadnie

nie szukaj przyczyny
nie złorzecz dziewczynie
przyjdzie czas ze łzami
z oczu ci wypłynie

am
a lato swe do widzenia
mruknęło od niechcenia
i światłem jasne do końca
ruszyło w kierunku słońca

mrugnęło nad potokiem
jarzębinowym okiem
i w wianku z żyta kłosów
usiadło pośród wrzosów

przez chwilę pomilczało
nad dniami których mało
i wiedząc że nic nie zmieni
spojrzało w oczy jesieni

w oczy w kolorze laskowym
rdzawym choć orzechowym
i na jej uśmiech jesienny
czerwienią dębów promienny

bądź zdrowa siostro - szepnęło
i wśród szuwarów zniknęło
wróci gdy wezwie je wiosna
bliźniacza lata siostra

choć zblednie pamięć o lecie
gdy przyjdą mróz i zamiecie
myśl o nim przetrwa nad światem
niesiona w dal z babim latem

am

Przed świtem...

Tobie Panie dziękuję za ten spokój w sobie
którego błogosławieństwa nigdy nie wypowiem
za śpiew ptaków o świcie gdy pachną jaśminy
i krzyk szczęścia gdzieś we mnie całkiem bez przyczyny
za modlitwy snem kryte ciepłe twarze ludzi
za słońce gdy w milczeniu łagodnie mnie budzi
za te wierchy co w oczach drzemią jeszcze świeże
i za to że od wczoraj mocniej w Ciebie wierzę
że nie mieszam się w ciemność że wciąż ciszy słucham
i że niezmiennie Panie w mądrość Twoją ufam
niech się święci co święcić świat powinien świtem
zachwycony wpółróżem rozmytym błękitem


am

- / -



codzienne wszechobecne....

             P lotkowanie
 nietole R ancję
             Z awiść
 donosz E nie
malkon T entyzm
     zazd R ość
      fałs Z ywość
  obgad Y wanie
    pesy M izm
             A gresję
      cha M stwo


(P R Z E T R Z Y M A M)
wyjścia nie mam
w niczym mnie to nie umniejsza
- będę nawet silniejsza
am