sobota, 17 sierpnia 2019



a kiedy już policzę
wszystkie ziarenka w kłosie
i kiedy poznam każdy
najcichszy tembr w twym głosie
może się kończyć lato
i zima przyjść stuletnia
a po niej wiosna chłodna
bezlistna i bezkwietna
nic to
bo w duszy na dnie
ogrzanej wspomnień żarem
przetrwa stop-klatka szczęścia
spleciona lata czarem


am

* * *

wszystko ma swój początek
i wszystko ma koniec
ten błękit nieba jasny
i trawy zielone
zaśpiew kosa i trzcina
kołysana woda
i twój uśmiech i oddech
i moja uroda


jedno przetrwa gdy zgasną 
już o nas wspomnienia
gdzieś nad ziemią w obłokach 
zostaną marzenia
o tym że kiedy słońce
w ciszy kresu zaśnie
wrócimy tu raz jeszcze
z pierwszej gwiazdy blaskiem...

am

Potargana Mariola

pewna śliczna Mariola
z bliskich okolic Opola
wiodła żywot wprost święty
prezesa asystentki

jej bogobojna mama
powtarzała stroskana:
rzuć ty szefa barana
bo wracasz potargana

jakaś taka pomięta
blada niewypoczęta
ta praca cię przerasta
skończ z tym dziecko i basta!

patrzy Mariola znad kawy
pojmując wagę sprawy
i rozcierając od rana
swe obolałe kolana

rzecze: wszak mnie uczyłaś
bym zawsze była miła
i bliźniemu – co mądre! -
czyniła rzeczy dobre

przyjemność ludziom sprawiać
pomocy nie odmawiać
i być na każde skinienie
zwłaszcza gdy szef ma życzenie

a prezes mój złoty człowiek
zanim cokolwiek powiem
już mi przyklękać każe
przed nim jak przed ołtarzem

i brać się do roboty
(a nie są to żadne zaloty!)
nim jedno słowo powie
już mi się kręci w głowie...

wbijam swój wzrok jak struta
w czub szefowego buta
tak przez dzień razy kilka...
życie mi mija jak chwilka!

matka zaplata palce
stojąc tuż przy firance
spogląda na latarnię
ławkę skwer i lodziarnię
i szepce: a kto ci każe
być Mariola brukarzem?!?
;)

am

- - -

nie myl miłości z zamętem
emocji grą jelit skrętem
ani z drapaniem w gardle

nie szukaj jej w hałasie
w słów pełnych gracji krasie 
ani w logice twardej


miłość mieszka w spojrzeniu 
serca niedowierzaniu
blaskiem słońca ogrzewa

z uśmiechem ciszę kołysze 
słyszysz tak jak ja słyszę?
jutrznię obłokom śpiewa...

am

wtorek, 21 maja 2019

bez cykad

to było lato z dala od cykad
blask w oczach twych zbierał żniwa
dziś tylko czasem myśl ta przemyka
że byłam wtedy szczęśliwa

drżąca szalona rozkołysana
biegłam przez mgłę o poranku
wiedząc że nocą znów będziesz czekał
w okrytym bluszczem ganku

z tobą przy tobie wśród mchu paproci
na części rozebrana
czyje to usta? czyje to dłonie?
włosy uda kolana?

gestem uśmiechem miękkością spojrzeń
snuła się nasza rozmowa
dziś nie potrafię sobie przypomnieć
ani jednego słowa

ani jednego ciężaru winy
ni jednej obietnicy
pod powiekami zabrałam z sobą
to co się dla mnie liczy

ciepło oddechu dłoń w twojej dłoni
i żal że coś umyka
i zapach włosów i smak poziomek
i słodycz treli słowika

to było lato z dala od cykad
lato co z jesieni kpiło
lato bez trosk bez jutra bez pytań
a może mi się przyśniło...?

am

sobota, 27 kwietnia 2019

Do Mojego Boga...

a jeśli uznasz Panie
iż wina zbyt wielka
byś dał mi aureolę
niebiańskie skrzydełka
skaż mnie proszę na karę
z dala od obłoków
za to nisko przy ziemi
pośród górskich stoków
wśród zapachu traw mękę
daj mi w pocie czoła
niech o Twe miłosierdzie
ból oddechu woła

a jeśli uznasz Panie
że Cię ucieszyłam
blaskiem oczu uśmiechem
albo tym jak żyłam
daj mi proszę nagrodę
z dala od obłoków
za to nisko przy ziemi
pośród górskich stoków
wśród mchu trawy i kwiecia
pozwól leżeć Panie
i z czułością na wieki
gładzić dłonią granie