sobota, 17 sierpnia 2019

- - -

nie myl miłości z zamętem
emocji grą jelit skrętem
ani z drapaniem w gardle

nie szukaj jej w hałasie
w słów pełnych gracji krasie 
ani w logice twardej


miłość mieszka w spojrzeniu 
serca niedowierzaniu
blaskiem słońca ogrzewa

z uśmiechem ciszę kołysze 
słyszysz tak jak ja słyszę?
jutrznię obłokom śpiewa...

am

wtorek, 21 maja 2019

bez cykad

to było lato z dala od cykad
blask w oczach twych zbierał żniwa
dziś tylko czasem myśl ta przemyka
że byłam wtedy szczęśliwa

drżąca szalona rozkołysana
biegłam przez mgłę o poranku
wiedząc że nocą znów będziesz czekał
w okrytym bluszczem ganku

z tobą przy tobie wśród mchu paproci
na części rozebrana
czyje to usta? czyje to dłonie?
włosy uda kolana?

gestem uśmiechem miękkością spojrzeń
snuła się nasza rozmowa
dziś nie potrafię sobie przypomnieć
ani jednego słowa

ani jednego ciężaru winy
ni jednej obietnicy
pod powiekami zabrałam z sobą
to co się dla mnie liczy

ciepło oddechu dłoń w twojej dłoni
i żal że coś umyka
i zapach włosów i smak poziomek
i słodycz treli słowika

to było lato z dala od cykad
lato co z jesieni kpiło
lato bez trosk bez jutra bez pytań
a może mi się przyśniło...?

am

sobota, 27 kwietnia 2019

Do Mojego Boga...

a jeśli uznasz Panie
iż wina zbyt wielka
byś dał mi aureolę
niebiańskie skrzydełka
skaż mnie proszę na karę
z dala od obłoków
za to nisko przy ziemi
pośród górskich stoków
wśród zapachu traw mękę
daj mi w pocie czoła
niech o Twe miłosierdzie
ból oddechu woła

a jeśli uznasz Panie
że Cię ucieszyłam
blaskiem oczu uśmiechem
albo tym jak żyłam
daj mi proszę nagrodę
z dala od obłoków
za to nisko przy ziemi
pośród górskich stoków
wśród mchu trawy i kwiecia
pozwól leżeć Panie
i z czułością na wieki
gładzić dłonią granie

środa, 17 kwietnia 2019

- - -

w liliowych płatkach sennych krokusów 
szukasz mojego wzroku 
słów które wbiłeś pod jasną skórę 
głębiej niż huk potoku 
wyostrzam granie rysuję szczyty 
próbujesz zrównać kroki 
uciekam stale przez miękkie hale 
tam gdzie horyzont szeroki 
sprawia że ciszej rytm serca słyszę 
dzień znika za szczytami 
może się znajdę może się zgubię 
gdy znów będziemy sami 
- - - 
dziś umiem być tylko dla ciebie 
kwietniowym martwym śniegiem 

am

(Gdzieś pomiędzy prozą a wierszem...)

Gdybyś...
Gdybyś mi pachniał domem, rodzinnymi stronami...
Gdybyś miał smak świeżego chleba, miękkość kładącego się na kolanach kota, ciepło dłoni mej babci i dobroć jej oczu…
Gdybyś przyszedł cichutko, niczym ranna mgła i wypełnił sobą wszystkie zakamarki…
Gdybyś usiadł przy stole, popatrzył mi w oczy i chwycił mnie mocno za rękę...
Gdybyś filuternie przymrużył oko i kołysząc nogą bujał na czubku buta moje pragnienia… 

Mogłabym…
Mogłabym zdjąć teatralną maskę, odłożyć ją na półkę,
rozpuścić włosy, lód w oczach i cukier w herbacie
powiedzieć co bolało nim siadłeś naprzeciw
i zapytać co pijesz dziś, jutro, na zawsze...

A ty wpadasz z tupotem, wpuszczasz wiatr w zasłony
krzyczysz kiedy ja milczę, milczysz kiedy słucham
i pytasz mnie wychodząc, kompletnie zdziwiony
czy jestem taka głupia czy też tylko głucha?

Więc ja…
Poleżę, popatrzę,
poczekam, pomyślę.
Może mi przejdzie ta miłość
 co jeszcze nie kwitnie…?

am

...

- - -
a gdy cię zechcę zapomnieć
zapach i głos i smak ust
i kiedy ruszę przed siebie
łamiąc wspomnienia jak chrust
poszukaj mnie jeszcze raz jeden
pomiędzy wczoraj a już
i zbierz z mych powiek zwątpienie
co rani oczy jak nóż
wypuść mnie niczym ptaka
rwącego w swój pierwszy lot
i prowadź drżącym spojrzeniem
nim znikniesz
cichutko
jak kot
. . .

am