Gdybyś...
Gdybyś mi pachniał domem, rodzinnymi stronami...
Gdybyś miał smak świeżego chleba, miękkość kładącego się na kolanach kota, ciepło dłoni mej babci i dobroć jej oczu…
Gdybyś przyszedł cichutko, niczym ranna mgła i wypełnił sobą wszystkie zakamarki…
Gdybyś usiadł przy stole, popatrzył mi w oczy i chwycił mnie mocno za rękę...
Gdybyś filuternie przymrużył oko i kołysząc nogą bujał na czubku buta moje pragnienia…
Mogłabym…
Mogłabym zdjąć teatralną maskę, odłożyć ją na półkę,
rozpuścić włosy, lód w oczach i cukier w herbacie
powiedzieć co bolało nim siadłeś naprzeciw
i zapytać co pijesz dziś, jutro, na zawsze...
A ty wpadasz z tupotem, wpuszczasz wiatr w zasłony
krzyczysz kiedy ja milczę, milczysz kiedy słucham
i pytasz mnie wychodząc, kompletnie zdziwiony
czy jestem taka głupia czy też tylko głucha?
Więc ja…
Poleżę, popatrzę,
poczekam, pomyślę.
Może mi przejdzie ta miłość
co jeszcze nie kwitnie…?
am