środa, 17 kwietnia 2019

- - -

w liliowych płatkach sennych krokusów 
szukasz mojego wzroku 
słów które wbiłeś pod jasną skórę 
głębiej niż huk potoku 
wyostrzam granie rysuję szczyty 
próbujesz zrównać kroki 
uciekam stale przez miękkie hale 
tam gdzie horyzont szeroki 
sprawia że ciszej rytm serca słyszę 
dzień znika za szczytami 
może się znajdę może się zgubię 
gdy znów będziemy sami 
- - - 
dziś umiem być tylko dla ciebie 
kwietniowym martwym śniegiem 

am

(Gdzieś pomiędzy prozą a wierszem...)

Gdybyś...
Gdybyś mi pachniał domem, rodzinnymi stronami...
Gdybyś miał smak świeżego chleba, miękkość kładącego się na kolanach kota, ciepło dłoni mej babci i dobroć jej oczu…
Gdybyś przyszedł cichutko, niczym ranna mgła i wypełnił sobą wszystkie zakamarki…
Gdybyś usiadł przy stole, popatrzył mi w oczy i chwycił mnie mocno za rękę...
Gdybyś filuternie przymrużył oko i kołysząc nogą bujał na czubku buta moje pragnienia… 

Mogłabym…
Mogłabym zdjąć teatralną maskę, odłożyć ją na półkę,
rozpuścić włosy, lód w oczach i cukier w herbacie
powiedzieć co bolało nim siadłeś naprzeciw
i zapytać co pijesz dziś, jutro, na zawsze...

A ty wpadasz z tupotem, wpuszczasz wiatr w zasłony
krzyczysz kiedy ja milczę, milczysz kiedy słucham
i pytasz mnie wychodząc, kompletnie zdziwiony
czy jestem taka głupia czy też tylko głucha?

Więc ja…
Poleżę, popatrzę,
poczekam, pomyślę.
Może mi przejdzie ta miłość
 co jeszcze nie kwitnie…?

am

...

- - -
a gdy cię zechcę zapomnieć
zapach i głos i smak ust
i kiedy ruszę przed siebie
łamiąc wspomnienia jak chrust
poszukaj mnie jeszcze raz jeden
pomiędzy wczoraj a już
i zbierz z mych powiek zwątpienie
co rani oczy jak nóż
wypuść mnie niczym ptaka
rwącego w swój pierwszy lot
i prowadź drżącym spojrzeniem
nim znikniesz
cichutko
jak kot
. . .

am

niedziela, 3 lutego 2019

POŁOWY

Ach, co by było gdyby
on zabrał mnie raz na ryby…?
W świetlistym blasku księżyca
pląsałabym niczym dziewica,
a o brzasku poranka
rwałby mi kwiaty do wianka…
---
A co by było gdyby
poszła raz ze mną na ryby…?
Lecz czy odróżnia chwytaki?
Nie brzydzą jej aby robaki?
Czy dźwięk plusku spławika
nie sprawia, że w dal umyka?
---
A na rybach niebożę,
szalałby za mną! Mój Boże….!
Kibić mą wąską przygarniał,
włosy mi z czoła odgarniał
i na uszko do rana
szeptał: Rybko kochana…
---
A co gdy wystraszy mi ryby?
Choć z oczu niewinna niby…
Albo jeszcze mi diwa
wypije zapasy piwa?!?
Lepiej przemknę pod oknem
nim mnie złowi … (Okropne!)
---

Latem przed słońca wstaniem
zerkają zza firan panie,
a pan ten i ów z wędką
znika za rogiem prędko.
---
Bo nie pojmie nikt zawiłości
pragnień, ryb i miłości.
;)


czwartek, 24 stycznia 2019

biel ponad bielą
obok bieli biało
i każdy krok równie pewny
jak jutrzejszy ranek

-palcami wygładzam
na poduszce cienie
a noc nocy lustrem-

łagodnieją granie
pod dotykiem śniegu
w milczeniu płyną kry

pod powiekami poranny chłód

nim otworzę oczy
znikniesz w oddali
wraz z pierwszym szczytem


sobota, 25 listopada 2017

listopad


szarość
mgieł
spojrzeń

jego słów

słota

wiatru nie lubię
jeszcze mi szumi
w głowie
po tobie


       foto: Anna Wójtowicz-Wnuk

niedziela, 13 września 2015

* * *

nie zasłaniam okien 
patrzę 
jeszcze raz 
  bladoróżowy 
wschodu kraniec 
odchodzi w chłód 
cisza 
umiera ostatnia 
chwila nocy 
odliczana 
słabnącym tętnem 
bezimiennych 
 gwiazd